Przeglądając dzisiejsza Rzeczpospolitą, zwróciłam uwagę na artykuł Grażyny Zawadki Doktor G. operował, szpital zapłaci? Z jego treści wynika, że słynna sprawa doktora G. wcale nie jest tak jednoznaczna, jak próbują to przedstawiać niektóre media. Dla tych mediów najważniejsze w całej sprawie było to, w jaki sposób minister Ziobro przeprosił doktora G. Szkoda, że dziennikarze tych mediów nie pofatygowali się, żeby sprawdzić, czy aby na pewno sprawa, w której zapadł wyrok, jest tak oczywista i czy czasem Ziobro nie miał racji, domagając się możliwości przedstawienia dowodów w procesie, co skutecznie uniemożliwił mu sąd. Jeśli teraz okaże się, że żona Floriana M. wygra proces ze szpitalem, pod znakiem zapytania stanie wyrok sądu w sprawie Z. Ziobry, który miałby prawo domagać się oczyszczenia swojego dobrego imienia. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że sam „bohater” Mirosław G. pozostaje dotąd poza obrębem działań prokuratury (proces jest przeciw szpitalowi, w którym już nie pracuje, a podmiotem ma być firma ubezpieczeniowa) i może w najlepsze śmiać się z naiwniaków, którzy mogą mu nagwizdać. Jakoś nie widać też wielkiego ruchu wokół oskarżeń korupcyjnych doktora G. Jak pamiętam było ich sporo. Wygląda więc na to, że po raz kolejny sprawdzi się przysłowie Kowal zawinił Cygana powiesili.