Przeczytałam wczoraj na portalach o śledztwie przeprowadzonym przez dziennikarza Radia Zet Mariusza Gierszewskiego, który usilnie chciał się dowiedzieć, jakie to powody sprawiły, że Zbigniew Ziobro poprosił o przerwanie przesłuchania przed Komisją ds. nacisków. Redaktor pofatygował się nawet, żeby sprawdzić jakie ważne posiedzenia odbywają się w Brukseli, z powodu których Ziobro musi tam wrócić. Bardzo spodobało mi się sformułowanie użyte przez cytujących depeszę: „jak donosi Radio Zet”. Donosy były bardzo popularne w czasach komuny i widać niektórzy za nimi bardzo tęsknią. Przypomina mi się stary dowcip, który sparafrazuję: Czym się różni kobieta w ciąży od Radia Zet? Tym, że kobieta nie zawsze donosi, a Radio Zet – zawsze. Zobaczmy więc dokładniej, o czym to Zet donosi? Po pierwsze, to nie Ziobro wymyślił takie zasady, że aby uzyskać zwrot kosztów podróży do Brukseli parlamentarzysta musi się tam stawiać osobiście w określonym terminie. Dlaczego Brukselka nie respektuje usprawiedliwienia wystawionego przez Komisję Śledczą? To ich nic nie obchodzi! Dla biurokratów PE liczy się przestrzeganie ustanowionych przez nich zasad, a nie jakieś tam sprawy państwowe, czy komisje śledcze. Po drugie, Ziobro jest wolnym człowiekiem i nie musi tłumaczyć się byle dziennikarzynie ze swoich formalnych, czy nieformalnych spotkań. Jeśli miał powód, który uwzględniła komisja, to Gierszewski niech spada! Nie do niego należy ocenianie, czy spotkanie w Brukseli było ważne, czy nie. Zresztą guzik się na tym zna. Jeśli polityk, który zajmuje się na poważnie pracą w PE uznaje, że musi spotkać się z kimś w sprawach np. konsultacji prawnych, dotyczących ustaw lub innych spraw, to dziennikarz nie jest w stanie ocenić ważności tego spotkania, bo go tam nie było i nie wie o czym rozmawiano. Ale opluć zawsze można i napisać, że się „połasił na pieniądze”! Poziom takiego dziennikarstwa jest żenujący. A że – jak znów donosi Radio Zet! – był już widziany w piątek popołudniu w sejmie (a gdyby dopytać się to był pewnie wieczorem), to tylko dowód na to, że jest XXI wiek i samolot z Brukseli leci niecałe 2 godziny, o czym chyba szanowny redaktor nie słyszał. A dociekliwy poseł Węgrzyn niech się nie zdumiewa, bo zdumiewające jest raczej to, że ta durna komisja działa już dłużej niż istniał rząd PIS-u i jakoś nie może znaleźć tych nacisków. Myślę, że dla tak „ważnych” powodów, jak prace tej komisji, rzeczywiście szkoda tracić należnych za podróż pieniędzy.

Przy okazji o innym donosie. Jak donosi Wyborcza, ten sam przesłuchiwany polityk miał czelność przed wejściem na komisję na korytarzu rozmawiać z Arkadiuszem Mularczykiem! Co za przestępstwo! Powinien przejść, odwrócić się w drugą stronę i udawać, że się nie znają. Na załączonym przez Gazetę zdjęciu widać, że Ziobro rozmawia też z Czumą! Jak śmiał?! Z samym przewodniczącym?!

Ludzie! Poziom zidiocenia medialnego sięga szczytów. Nie dawajmy się ogłupiać.